» Blog » [opowiadanie] Skarb planety Vege13
26-07-2018 23:21

[opowiadanie] Skarb planety Vege13

W działach: opowiadania | Odsłony: 98

[Korekta: Finka]

- Kapitanie, przed nami planeta Vege13.

- Doskonale! Nareszcie! Przygotować się do lądowania!

- Tak jest, kapitanie! – krzyknął Alexiej, po czym  przez chwilę dotykał swój nieśmiertelnik, talizman, z którym nigdy się nie rozstawał. Zaczął naciskać odpowiednią kombinację na konsolecie, by wprowadzić kurs.

Kapitan Smirnoff zszedł ze stanowiska dowodzenia. Nie odszedł daleko, gdy drogę zastąpiła mu Katia.

- Kapitanie, możemy się jeszcze wycofać.

- Na razie wszystko się zgadza. Gwiezdna mapa dobrze wskazała drogę. Nieznajomy musiał mówić prawdę, skarb Vege13 gdzieś tam jest! Czuję to!

- Przypominam, że planeta nie była zapomniana bez przyczyny. Rząd musiał mieć powód, by objąć ją całkowitą kwarantanną.

- Nieznajomy na niej przebywał. Był cały i zdrów. Mapa się zgadza, gdyby było jakieś niebezpieczeństwo, powiedziałby o tym. Pamiętaj o skarbie!

- Mówił o Banu.

- Tak, jedyna rasa inteligentna. Bardzo prymitywna. Żadne zagrożenie dla broni plazmowej.

 

Wylądowali na planecie. Wrota statku otworzyły się i cała trójka - Smirnoff, Katia i Alexiej wyszła na polanę skąpaną w blasku tutejszego słońca. Ich oczom ukazał się otaczający ich zewsząd, las. Wysokie na wiele metrów drzewa z liśćmi niczym dłonie otwarte na życiodajne światło i zielonymi owocami wielkości melona. Panował spokój i cisza, słychać było szum ciepłego wiatru, który zrywał się raz po raz. Nawet stojąc na polanie, czuli silny zapach kory i żywicy.

- Co robimy, kapitanie? – zapytał Alexiej.

- Nie mamy więcej wskazówek. Wyruszymy w las, poszukać osady Banu, jeśli ktoś ma informację o tym skarbie, to na pewno oni.

- Jak się z nimi porozumiemy? Na migi? – zapytała zgryźliwie Katia.

- Nieznajomy opowiadał, że zachowali resztki wspólnej mowy jako święty język z gwiazd.

- Więc mamy znaleźć garstkę dzikusów, w pokrywającym całą planetę lesie? To nam zajmie cały dzień.

- Co kilka godzin wystrzelimy racę. Oni nas znajdą.

 

Słońce chyliło się ku zachodowi. Rozbili obóz. Rozstawili namioty, nazbierali trochę gałęzi i rozpalili ogień.

- Nie podoba mi się ten las – stwierdziła Katia, jedząc fasolę z puszki.

- Ciągle ci się coś nie podoba – powiedział kapitan.

- Nie ma tu żadnych zwierząt. Żadnych.

- Wolałabyś pewnie, by rzuciło się na nas stado wilków.

- Nie zauważył pan tego? W tak gęstym, dzikim borze powinniśmy się na nie natykać cały czas. A tu nie ma nawet ptaków.

- Może boją się ludzi?

- Stworzenia z obcej planety nie znają ludzi. Nie mają powodu, by się ich bać. Ta kompletna cisza doprowadza mnie do szaleństwa.

- Naoglądałaś się za dużo tanich horrorów. Nie ma zwierząt, wielkie rzeczy. Kto powiedział, że na każdej planecie ziemiopodobnej muszą występować?

- Jest jeszcze coś.

- Co?

- Nie wiem. Nie umiem tego wyrazić. Tak jakbym to miała to na końcu języka. Albo na skraju świadomości.

- Kobiety i ich intuicja – westchnął kapitan. – Co ty sądzisz, Alexiej?

- Alexiej? – zapytała Katia.

- Alexiej?! – zakrzyknęli razem.

 

Ich latarki długimi snopami światła rozświetlały ciemność lasu. Raz po raz krzyczeli „Alexiej!”, „Alexiej!”. W tej ciszy każda łamana gałązka wydawała dźwięk powalanego drzewa, a każdy krok był wystrzałem. Wszędzie czuli zapach kory i żywicy.

- Alexiej! Alexiej!

- W tym lesie możemy szukać do usranej śmierci, a go nie znajdziemy – powiedziała Katia.

- To wcale nie musi być długi okres – snop światła z latarki kapitana objawił nieśmiertelnik Alexieja leżący w kałuży krwi.

- Uważaj!

Tuż obok głowy Smirnoffa w drzewo wbił się toporek. Coś w ciemności wrzasnęło. Katia sięgnęła po pistolet plazmowy. Trzęsły jej się ręce. Kapitan zdążył wystrzelić kilka razy. Coś zawyło, a potem z drzew zaczęły spadać kamienie. Jeden z nich trafił Katię w głowę. Straciła przytomność.

 

Gdy się obudziła, wszystko ją bolało. Głowa, ale też plecy od spania na twardej ziemi. Rozejrzała się, była w szałasie z zeschniętych gałęzi i pożółkłych, dłoniastych liści. Na zewnątrz słychać było jakieś gardłowe pomruki, gwizdy i rzężenia. Także tu czuć było ten sam zapach kory i żywicy. I wtedy iskra zrozumienia rozbłysła w jej umyśle. Jak u twórcy, który zbiera informacje na temat swojego dzieła, by potem we śnie zobaczyć, co ma napisać. Jak u naukowca, co latami studiuje fizykę, by nagle w wannie wpaść na nową ideę. Jak u detektywa, gdy kolekcjonuje ślady jeden za drugim, by grając na skrzypcach, poskładać wszystko w całość. Wiedziała już, co takiego dziwnego było w lesie.

I wtedy do szałasu weszło to. Zapach futra przemieszanego z żywicą przyprawiał o mdłości. Charczące dźwięki i mlaski istoty, były obrzydliwe. Kontrastowało to z w miarę zwyczajnym wyglądem. Jak na coś, co przypominało pokrytą białą sierścią małpę.

- Banu? – zapytała Katia.

Banu spojrzało swoimi żółtymi oczyma na kobietę, po czym podało jej owoc w kształcie melona. Siorbnęło głośno, jakby chciało powiedzieć smacznego. To przeraziło Katię. Wiedziała, że cokolwiek by się działo, nie może zjeść tego owocu. To właśnie było dziwne w lesie. Drzewa. A konkretnie to, że był tam jeden gatunek drzew. I żadnych innych. Cała planeta opanowana całkowicie przez jeden gatunek rośliny. Rośliny z owocami w kształcie melona.

Małpopodobne stworzenie wyciągnęło do niej dłoń z owocem. Charknęło. Katia pokręciła głową. Z gardła Banu wydostał się przeciągły warkot. Katia starała się cofnąć. Banu wrzasnęło i rzuciło się na ofiarę. Zaczęli się szarpać. Ściana szałasu o mało się nie zawaliła. Katia nie dawała rady sile małpoluda. Jak tylko mogła, zaciskała zęby, jednak to próbowało rozewrzeć szczękę i wepchnąć pożywienie do ust. Ugryzła łapę. Bestia wrzasnęła, wpadła w furię, zaczęła tłuc łapami o ściany, gwałtownie złapała Katię i zaczęła dusić. Gdy tylko ta otwarła usta by zaciągnąć powietrza, Banu wepchnęło jej kawałek rośliny.

Poczuła w ustach miękki miąższ. I sok tak gęsty jak syrop. Smak był słodko ostry. Trochę szczypał na języku. Widziała, jak Banu opuszcza szałas. Wiedziała, że zaraz stanie się coś złego.

Wkrótce poczuła, jak jej świadomość się rozszerza. Przestała być tylko Katią. Zaczęła też być szałasem z gałęzi. Potem kolejnymi drzewami w pobliżu. W końcu całym lasem. Czuła, że kapitan i Alexiej też są już tego częścią, tak jak ona.

- Stawiałaś największy opór. Byłabyś ukarana, gdyby nie to, że cała wasza trójka jest nam potrzebna.

- Kim jesteście?

- Jedyną inteligentną rasą na tej planecie. Teraz twoimi władcami.

- Jesteście drzewami. – stwierdziła fakt Katia.

- Tak. My rośliny podporządkowujemy sobie pomniejsze rasy. Usługują nam. Sadzą nas. Doglądają. Dbają o nasze potrzeby. Służą w zamian za kilka marnych nasion. Wpływamy na was. To dla nas przygotowujecie ziemię pod uprawę i zabijacie się o to, kto będzie miał prawo dla nas pracować. Tu na Vege13 rośliny po prostu są trochę sprytniejsze.

- Co teraz się stanie?

- Ludzie jako sługi są przydatniejsi niż Banu. Nie uda ci się nam oprzeć, twoja świadomość jest za słaba.

- Czego sobie życzycie, moi władcy?

- Wasza trójka wyruszy do gwiazd. Sprowadzicie więcej statków kosmicznych, opowiadając o skarbie na Vege13.

2
Notka polecana przez: Exar, gedepteon
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Henryk Tur
   
Ocena:
0

" wtedy iskra zrozumienia rozbłysła w jej umyśle. Jak u twórcy, który zbiera informacje na temat swojego dzieła, by potem we śnie zobaczyć, co ma napisać. Jak u naukowca, co latami studiuje fizykę, by nagle w wannie wpaść na nową ideę." - no kurła, grafomania 100%.
Korekta kuleje w wielu miejscach.
Parę opisów z d... wziętych: "weszło to" (powinno być TO). Ale to nie żadne "to", a małoplud, więc gdzież ta zgroza?
Opowiadanie za krótkie, napisane w tempie, co odbiło się brakiem jakiegokolwiek klimatu. Pomysł taki sobie - gdzieś już widywałem podobne.

30-07-2018 12:56
Johny
   
Ocena:
0

Dzięki Henryk za informację zwrotną i za poświęcony czas na czytanie. 

30-07-2018 22:56
gedepteon
   
Ocena:
0

Nie wiem, czy pamiętasz, co kiedyś pisałem - że w Twoich opowiadaniach przeważnie brakuje pomysłu, jakiegoś plot twistu, sedna, pointy... Fajnie, że poszedłeś w dobrym kierunku, bo to opowiadanie posiada coś takiego. Inna sprawa, że jak zauważył P. Tur, nie jest to pomysł szczególnie oryginalny. Gdybyś to rozwinął, rozbudował, byłoby więcej miejsca na ten cały klimat, jakąś tam atmosferę tajemnicy/zaszczucia/nieufności i efekt byłby lepszy. Jesteś dosyć "płodnym" twórcą - ale może warto byłoby zmienić model pracy i zamiast dużej liczby krótkich opowiadań dłużej posiedzieć nad jednym i wypuścić coś naprawdę dopracowanego? (Przyganiał kocioł garnkowi, bo sam mam problemy z dopracowywaniem/poprawianiem tego, co robię).

 

Mój blog:

adgedeon.blogspot.com

Niech żyje Wielka Polska Katolicka!

13-08-2018 11:38
Johny
   
Ocena:
0

Dzięki za odwiedziny. Był czas, że mogłem pisać więcej. Teraz wziąłem na siebie kilka dodatkowych zobowiązań. Co do siedzenia długo nad jednym opowiadaniem boję się perfekcjonizmu. Że będę je tak wiele razy poprawiał aż w końcu w ogóle go nie opublikuje.

Poza tym podobno przeprowadzono taki eksperyment. Kazano badanym robić jakąś pracę kreatywną, nie pamiętam już co to było, chyba lepienie z gliny. Pierwszej grupie kazano produkować taśmowo, nie zważając na efekt. Drugiej kazano zrobić jedno dzieło najlepsze jak się da. No i okazało się że prace tej pierwszej grupy były lepsze od tej drugiej.

Za tym eksperymentem staram się pisać jak najwięcej, podchwytując tu i tam nowe patenty w nadziei że kiedyś zaklika i pojawi się jakość.

13-08-2018 21:37
gedepteon
   
Ocena:
0
"Był czas, że mogłem pisać więcej. Teraz wziąłem na siebie kilka dodatkowych zobowiązań"
No to poświęć tyle samo czasu, co teraz, tylko nad jednym opowiadaniem, zamiast kilkoma.

"Co do siedzenia długo nad jednym opowiadaniem boję się perfekcjonizmu. Że będę je tak wiele razy poprawiał aż w końcu w ogóle go nie opublikuje"
To się nie bój. W tej chwili problemem nie jest nadmiar perfekcjonizmu, tylko jego brak. Znaczny. Nie obrażaj się, to nie złośliwość pod Twoim adresem ani pouczanie, tylko bardziej... dzielenie się własnymi doświadczeniami - ja mam podobnie i generalnie większość pisarzy amatorów tak ma. Z wielu powodów. Ja na przykład mam tak, że jak wpada mi do głowy nowy pomysł, to najpierw przystępuję z entuzjazmem do realizacji, a potem się coraz bardziej nudzę, coraz mniej chcę się nad nim pracować/dopracowywać go. Typowy słomiany zapał. Ponadto - jak się coś wymyśla - historię, wygląd postaci/rzeczy, to autor ma to w głowie. Więc czasem opisuje to po łebkach - bo przecież on wie, o co chodzi (ale czytelnicy nie wiedzą). Dlatego tak ważne jest pokazywanie swoich tekstów innym. Co tam się dzieje u Ciebie - nie wiem i to Twoja sprawa, ale niezależnie od przyczyny, po raz kolejny radzę - spróbuj dłużej i intensywniej posiedzieć nad jednym tekstem, rozbudować go, wzbogacić. Nie przejmuj się czyimiś eksperymentami z gliną i ryzykiem perfekcjonizmu. A nawet jeśli w niego popadniesz - w internetowej epoce zalewu amatorskiej twórczości, cenniejszy jest jeden wybitny tekst, niż dziesięć takich w miarę. Bo takich w miarę tekstów codziennie ludzie publikują tysiące i niewiele wyniknie z dołożenia kolejnych kilku.
14-08-2018 01:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.