» Blog » [opowiadanie] Nieuniknione?
10-02-2018 14:46

[opowiadanie] Nieuniknione?

W działach: opowiadania | Odsłony: 73

Ludvic bardzo lubił swoją pracę. Problem polegał na tym, że była ona, łagodnie mówiąc, niedoceniana. Gdyby nasz bohater żył w innym uniwersum, byłby telemarketerem, albo kontrolerem biletów. Ludvic jednak żył w pseudo-średniowiecznym świecie Fantasy z elfami, orkami i uwaga, uwaga, teraz będzie coś zaskakującego – niziołkami. Świat ten powstał na potrzeby krótkiego opowiadania, więc na pewno jest rozbudowany, ma bogatą historię i świetnie opisaną geografię. Autor dołączyłby mapę, ale gdzieś ją zgubił.

Wracając do Ludvica. Był on jednym z najbardziej skutecznych ludzi króla. Człowiekiem do zadań specjalnych. Dobrze wykształconym, szlachetnie urodzonym dyplomatą, dla którego żadna misja, może oprócz opisanej w tym opowiadaniu, nie stanowiła wyzwania. Ludvic był poborcą podatkowym.

Miał wadę. Był uczciwy i nieprzekupny. Tacy ludzie ściągają kłopoty na siebie i innych. Nie da im się zapłacić, by się odczepili. Nie zrezygnują po byle aluzji o niebezpieczeństwie. Nawet otwarta groźba wysłuchania kompilacji przebojów zespołu Boysband Bards, może okazać się nieskuteczna. Mówiąc w skrócie, produkcja wrogów Ludvica była masowa niczym podróbek mieczy w Skośnookich krainach.

I może właśnie dlatego król wysłał go na samobójczą misję. Kazał zrobić coś, czego nie dokonał żaden poborca podatkowy. Wyruszyć do Dziury w Ziemi – miasta krasnoludów, ogłosić że podniesiono im podatki i zebrać należność. O krasnoludach i ich skąpstwie krążyły legendy. Dosłownie każdą potrawę można przygotować po krasnoludzku, wystarczy kupić składniki w promocyjnej cenie. Psychologiczne teorie na temat krasnoludzkiej motywacji wymyślają ekonomiści. Za okradanie krasnoludów, ludzie powinni dostawać nagrody Darwina (gdyby wiedzieli co one znaczą).

Ludvic dowodził oddziałem żołnierzy, przydzielonych mu do ochrony złota, ale wiedział, że to za mała siła, by zagrozić mieszkańcom Dziury. To podziemne miasto było niezdobyte od tysiącleci i cieszyło się autonomią. Mówiło się, że krasnoludy płaciły podatki, ponieważ jeden z ich dawnych władców miał dług honorowy wobec byłego króla. Niektórzy przebąkiwali, że gdyby nie danina, zostałoby na Dziurę w Ziemi nałożone embargo i nie mogłyby na drodze handlu, zarobić więcej, niż straciły na podatkach. Którakolwiek z wersji była prawdziwa, jedno było pewne, krasnoludy płaciły, bo chciały. Jeśli nie zgodzą się na podwyżkę, prędzej Boysband Bards zaczną grać porządną muzykę, niż ci dusigrosze oddadzą pieniądze.

Ludvic wiedział, że jeśli wkroczy do sali tronowej władcy krasnoludów, Złotomira, z oddziałem zbrojnych i radośnie oznajmi – „podwyższamy wam podatki”, w najlepszym wypadku zostanie potraktowany jak niezły zgrywus. W najgorszym jego głowa zostanie wysłana na dwór królewski, jako wiadomość mówiąca, co Złotomir o tym sądzi. Dlatego Ludvic postanowił, że pozostawi swój oddział w najbliższej osadzie i sam wyruszy do podziemnej twierdzy.

Plan był prosty, ale nie łatwy w wykonaniu. Krasnoludów nie można było przekonać do oddania złota siłą. Trzeba było więc negocjować. A do tego należało się przygotować, niczym do szturmu. Ludvic już przed wyjazdem studiował wszystkie materiały dostępne o mieście. Jego historię i geografię, próbował też dowiedzieć się wszystkiego o Złotomirze. Chciał jak najlepiej poznać swojego rozmówcę, zrozumieć czego pragnie, czego nie znosi i co może skłonić go do podwyższenia podatków. Teraz zadaniem Ludvica było przeniknąć do miasta i zdobyć informacje o sytuacji z pierwszej ręki.

Nie miał żadnych trudności z przejściem przez bramę. Jego ubiór – mhrrroczny i tajemniczy płaszcz z kapturem, był niczym zagranie na rogu, obwieszczające przybycie poszukiwacza przygód. Takich w mieście było pełno. Możliwe nawet, że więcej niż mieszkańców. Dziura, jak sama nazwa wskazuje, była podziemnym miastem, a poszukiwacze uwielbiają podziemia. Lubią też złoto. Istnieje teoria, że każdy obieżyświat miał za przodka krasnoluda.

Zatrzymał się w karczmie. Pobyt w karczmie to obowiązek każdego śmiałka.

- Karczmarzu nalej mi piwa i opowiedz co słychać w mieście – zawołał Ludvic.

- Jak pan sobie życzy. Czy chce pan pieczątkę do książeczki?

- Pieczątkę?

- To teraz modne w karczmach. Przybijamy je wędrowcom, by mogli się pochwalić, jakie krainy zwiedzili.

- Acha…

- To coś takiego jak w schroniskach górskich. Tylko nie trzeba się wdrapywać na cholerny szczyt. To chce pan?

- Może później, dzieje się coś ciekawego?

Karczmarz podał przybyszowi piwo.

- Wiele rzeczy. Natrafiono na największą żyłę złota od wielu lat.

- To dlatego jest tu tylu przybyszów?

- A jakże. Quakeów jest teraz zatrzęsienie.

- Quekeów?

- Chciałem powiedzieć questów. Dopiero się uczę żargonu poszukiwaczy.

- Wracajmy do sprawy. Co najważniejszego się jeszcze wydarzyło?

- W najniższych korytarzach zbierają się hordy goblinów.

- Myślisz, że wypowiedzą miastu wojnę?

- Nie, raczej nie. Myślę, że zaatakują bez ostrzeżenia.

Wiadomość, że krasnoludy się wzbogaciły była bardzo cenna. Wiadomość o goblinach była równie przydatna. Ludvic dowiedział się jeszcze kilku nieistotnych plotek i legend. Na przykład tego, że Boysband Bards śpiewają nowe pieśni. Podobno dobre.

Chciał się jeszcze spotkać z królewskim namiestnikiem do spraw informacji, czyli tutejszym agentem szpiegującym na rzecz króla. Wydawałoby się, że będzie to wymagało znajomości sekretnego hasła i spotkania się na placu Pigalle, gdzie rosną najlepsze kasztany. Okazało się to o wiele prostsze. Agent miał wszędzie informatorów i dowiedział się o przybyciu poborcy, sam się do niego zgłosił.

- Mam ważną wiadomość dla króla – powiedział krasnolud przebrany za kobietę. Wielu szpiegów się przebiera, ale nie wszyscy, którzy się przebierają, są szpiegami.

- Mów co wiesz – zapytał Ludvic.

- To tajemnica. Była nieudana próba zamachu na córeczkę Złotomira.

- Czy wiadomo kto to zrobił?

- Moi informatorzy twierdzą, że to Gildie. Oprócz tej dziewczyny władca nie ma następcy.

- Chcą znieść monarchię?

- Nie. Mają jej dość. już nie mogą jej znieść.

- Zakończyć znaczy się.

- Tak. Zbierają sojuszników.

Miał już wystarczająco dużo informacji. Gdyby wkroczył tu z wojskiem, prawdopodobnie nie miałby żadnych szans na wykonanie misji. Teraz tliła się nadzieja. Przez cały następny dzień Ludvic przygotowywał się do rozmowy. Starał się postawić na miejscu Złotomira i sformułować argumenty tak, by były jak najbardziej przekonujące. Postanowił skusić los i pójść na audiencję samotnie. Teraz wszystko się rozstrzygnie. Albo mu się uda, albo jego głowa skończy jako list polecony wysłany priorytetem.

- Witaj Ludvicu, poborco podatkowy, słyszałem o tobie.

- Wasza miłość mi pochlebia.

- Słyszałem same złe rzeczy.

Niedobrze. Pierwsze wrażenie spalone. Trzeba coś zrobić by poprawić atmosferę.

- My w królestwie słyszeliśmy za to o waszej miłości wiele dobrego i właśnie dlatego chcemy wspomóc naszego sojusznika.

- Wspomóc? Pewnie masz na myśli Gobliny. Z nimi sobie poradzimy.

- Mam na myśli zapewnienie tego, że władza w Dziurze w Ziemi będzie legalna.

Złotomir uniósł brew. Był zaciekawiony.

- Wiemy, że niektórzy nie doceniają trudu jaki wasza miłość wkłada w rządzenie tym miastem. Chcielibyśmy zapewnić ochronę waszej córeczce, by nie była narażona na atak waszych przeciwników.

- Powiedzmy, że mogę to rozważyć. Jak by się miało to odbyć?

- Wywieźlibyśmy ją z miasta i ukryli na terenie królestwa. Pewnie wasza miłość słyszał o mojej wadzie – jestem uczciwy. Dałbym moje słowo, że wasza córka nie zostanie zakładnikiem.

- Rzeczywiście. Straszna wada u poborcy podatkowego. A co miałbym dać w zamian?

- Zwiększone podatki na rzecz królestwa. Podobno przedstawiciele Gildii wypowiadali się niepochlebnie na temat waszej wysokości. Mogliby pokryć należność.

Złotomir zrozumiał aluzje.

- Nie ma dowodów – stwierdził – Co miałbym powiedzieć tym przedstawicielom?

- Czyż nie trzeba środków na wojnę z goblinami?

Władca krasnoludów rozważał wszystkie za i przeciw. Trwało to może minutę, lecz Ludvicowi wydawało się, jakby to były dwa eony, jeden dzień, i trzy godziny. Miał przemożną ochotę przerwać milczenie, ale wiedział, że nie może tego zrobić. Ten kto pierwszy przerywa ciszę po złożonej ofercie, przegrywa.

- Zgoda – odpowiedział władca – omówmy szczegóły.

Ludvic przeprawiał się ze swoimi żołnierzami przez góry z powrotem do domu. Musieli być ostrożni, bo pod ich opieką była córeczka Złotomira. Ludvic spojrzał na ośnieżone szczyty. Gdzieś tam miał swoje leże smok Bonifacy. Urzędnik westchnął. Kiedyś i smoka będzie trzeba opodatkować.

1
Notka polecana przez: TO~
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Henryk Tur
   
Ocena:
0

Nieźle :) Interpunkcja znacznie lepiej. Parę baboli jest, ale drobnych, np. "pseudo-średniowiecznym świecie Fantasy z elfami" - po co z dużej litery?
ogólnie - postęp.

10-02-2018 21:14
Johny
   
Ocena:
0

Dzięki, komentarz podnosi na duchu. Ta duża litera, to dlatego, że zamiast intuicji, zaufałem słownikowi w Wordzie.

11-02-2018 22:47
140752

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

Napisane całkiem nieźle (choć jak na mój gust, trochę "przefajnowane"), ale fabuła kompletnie bez pomysłu. Ani zaskoczenia, ani dowcipu, ani akcji. To jest materiał na notkę w gazecie "Wódz krasnoludów zgodził się na podwyższenie podatków w zamian za przysługę", a nie na opowiadanie.

 

To ja, Adeptus Gedeon.

Niech żyje Wielka Polska Katolicka!

17-02-2018 11:24
Johny
   
Ocena:
0

Dzięki za opinie Adeptus. W moim odczuciu ludzie szukają w książkach raczej ciekawej historii niż dobrego języka. Jeśli ktoś mówi, że moje fabułki są nudne, to jest to bardzo cenną wskazówką.

17-02-2018 19:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.